Jak powstaje soczewka okularowa?

Wszyscy wiemy, jak wyglądają okulary, ale mam przeczucie graniczące z pewnością, że nie mieliście pojęcia, co się dzieje z tym kawałkiem szkiełka zanim trafi do naszych rąk. Oto dramatyczna historia, pełna okrucieństw, cierpień i mało wzruszającego happy endu.

1

 

2

Przede wszystkim soczewka nie jest ze szkła. To kawałek zaawansowanego technologicznie plastiku. Niektóre z nich można deptać, można nimi rzucać i nie ma szans żeby je zniszczyć

 

3

Na samym początku kawałek plastiku jest kontrolowany, czy w ogóle nadaje się do dalszej obróbki. To szybki i całkowicie bezbolesny proces.

 

4

Następnie jest czyszczony, ale to dopiero początek zabiegów higienicznych, bo za chwilę i tak trzeba będzie go pobrudzić.

5

Kawałek plastiku jest zabezpieczany taśmą, aby nie uległ zniszczeniu i z jednej strony jest oblewany stopem metalu. To sprawia, że soczewka w trakcie dalszej obróbki będzie nieruchoma.

 

6

Tak to wygląda po zamocowaniu uchwytów. Od tej chwili pani soczewka(dawniej: kawałek plastiku) będzie podróżowała z tym metalem przez kilka dziwnych urządzeń.

 

7

Na początek trzeba ją odchudzić, bo wciąż jest zbyt gruba, aby można było z nią cokolwiek zrobić. W tym celu wkłada się ją do frezarki.

 

8

 

9

We frezarce soczewka wykonuje 4 tysiące obrotów na minutę. Na dodatek bierze prysznic, jest obracana na wszystkie strony i cięta diamentowym nożem. To początek najbardziej traumatycznych przeżyć na początku jej pełnego przygód żywota.

10

Następnie odchudzona już soczewka, z precyzyjnie wyszlifowaną konstrukcją, wędruje do polerowania. Prysznic, obracanie i wszystkie te wspaniałe techniki tortur, które mają z niej zrobić idealną soczewkę.

 

11

Po polerowaniu soczewka trafia do grawerowania. Nanosi się na nią ledwo widoczne informacje, o tym, z jaką konkretnie soczewką mamy do czynienia. Być może nawet dojrzycie na tym zdjęciu literki na szkle (znaczy się plastiku). Po odklejeniu taśmy ochronnej, mamy już całkiem ładną soczewkę. Ale ciągle brudną.

 

12

I kiedy jest już gładziutka, przechodzi na stanowisko, na którym jest odłączana od tego metalu, który dotychczas ją przytrzymywał.

 

13

A zatem czas na wizytę w zmywarce. To nie ostatnia kąpiel soczewki. Najgorsze dopiero przed nią.

 

14

Najpierw przejdzie kilka prostych testów, a za chwilę pójdziemy z nią do kuchni…

 

15

W kuchni można zrobić to, czego wielu okularników – z sobie znanych powodów – nie robi. Zabarwić soczewkę na ulubiony kolor. Można też zrobić tutaj soczewki przeciwsłoneczne. To kwestia tego, do jakiego garnka je włożymy. Po gotowaniu kolejna kontrola.

 

16

 

17

Po gotowaniu zaczyna się jeszcze bardziej przerąbany etap tworzenia soczewki, bo jest znowu czyszczona w różnych roztworach oraz za pomocą ultradźwięków. Za chwilę zostanie pokryta lakierem utwardzającym, ale na tę przyjemność musi sobie zasłużyć.

 

18

Po zabiegu utwardzania soczewka jest ponownie sprawdzana na obecność pyłków i zarysowań. Tutaj na przykładzie okularów jednego z pracowników. Wszelkie niedoskonałości na plastiku widać po cieniu, jaki rzuca.

 

19

Następnie w specjalnym piecu tunelowym, w temp 118 stopni, wolniutko przesuwa się i niestety nie jest to koniec jej cierpień. Tutaj wcześniej nałożony lakier utwardzający nabiera swojej „mocy”.

 

20

Po utwardzeniu soczewka trafia do działu Powłok Cienkowarstwowych, gdzie panuje cały czas nadciśnienie, wszystko jest sterylne i nawet najmniejszy pyłek nie ma prawa zbłądzić. Teraz czas na odpoczynek. Po pracowitym dniu kładzie się soczewkę na czaszy, wkłada do próżni i serwuje jej strzała z działa jonowego. Na soczewkę napylane jest kilka do kilkunastu warstw o łącznej grubości ułamka ludzkiego włosa. Całość tworzy powłokę antyrefleksyjną.

 

21

Koniec wakacji. Jeden z ostatnich etapów to testy wytrzymałościowe. Szoruje się tutaj różnymi kamieniami (i nie tylko) soczewki testowe, które są dokładane do każdej partii. Dla tych soczewek jest to koniec marzeń o pięknym życiu. Muszą one udowodnić, że ich siostry spełniają wyśrubowane normy wytrzymałościowe.

 

22

W międzyczasie odbywa się skanowanie oprawy okularowej, żeby było wiadomo jaki kształt nadać soczewkom. Takie urządzenie ma wielu optyków w swoich salonach optycznych.

 

23

Moment, na który czeka każda soczewka. Wejście do maszyny, która nada jej kształt „okularowy”.

 

24

Voila!

 

25

 

26

Po wielu godzinach znęcania się nad biedną soczewką, serwowania jej w ciągu jednego dnia SPA, sauny, solarium i masażów, nowa śliczna soczewka jest gotowa do wysyłki. Nazajutrz trafia do klienta, który odbiera okulary i nie ma zielonego pojęcia, jak wiele męczarni musiał przejść ten kawałek plastiku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *